19.04.2013

Vintage wishes

It's a second one this evening... I think is very cozy and has a warm vintage look, so it goes to the challenges:

Fussy and Fancy -Challenge #87 - Vintage
SOS #97 Text or letters
PPA157 A sketch challenge





Hugs & kisess

Tylko dla Ciebie...

Oh it's been a while since I've made some cards... During this time I was totally involved into home decorating so I had to put my crafting away, but I am back with some new cards!
This one goes to the following challenges:
Paper Players #141 Anne Marie's colors
Cardabilities Sketch #73 Design Team Reveal
Wyzwanie #24 - Kwieciście




Hugs :-)

Koronkowo...

Muszę się pochwalić moją niedawno upolowaną kolekcją koronek bawełnianych, przecudnej urody :) Wreszcie mam ich tyle, że mogę zaszaleć i używać i używać... :-) Niektóre z Was pewnie mają ich dużo więcej ale jak dla mnie to i tak pokaźny zbiór tak więc myślę, że reszta z Was będzie mi ich troszkę zazdrościć (ale paskudna jestem :p)






17.04.2013

Kwieciście

Wieczorna kwiecista produkcja...




Paluchy bolą od ugniatania, było co robić ale już niebawem wszystkie znajdą miejsce na nowych pracach :)


7.04.2013

Crafty Cat :-)





Najwidoczniej też się stęsknił za wiosną i łapie ostre promienie słoneczne... A że padają akurat na kącik craftowy, to przecież nie jego wina :D

Freshness...


 Nareszcie!!! Zbliża się nieśmiało i z obawą przed gromami jakie zbierze od nas wszystkich wyczekującej jej już od miesiąca! Mocno spóźniona ale wytęskniona - WIOSNA!!!

U mnie nadal trwa wiosenne odświeżanie, rozjaśnianie i wybielanie... Czy to leżący przez pół roku biały puch miał na mnie taki wpływ czy to podświadome usilne zaklinanie bielą wiosny? Najważniejsze, że jest tak jak miało być, jasno, świetliście, biało, świeżutko, radośnie i przytulnie...
Dziś z okazji ostrych promieni słonecznych, będzie dużo zdjęć (dla wytrwałych) i kilka przedmiotów, które pokryły się bielą i świeżym blaskiem...

KONSOLKA... Długo wybierana, poszukiwana, mierzona, wreszcie zakupiona a wczoraj odnowiona.

Jest zgrabna z lekko profilowanymi nóżkami, w rozmiarze idealnym, z maleńką szufladką, która całkiem spontanicznie i nieoczekiwanie (nawet dla mnie) pokryła się ślicznymi różami, które nadają jej ogromnie kobiecego (czyli mojego) charakteru... :) 


 
A to jej poprzednie wcielenie:

Zdecydowanie stawiam na jej najnowszy wizerunek :)
Przeznaczona jest docelowo do kącika craftowego pod maszynę do szycia... ale kiedy ustawiałam ją pod ścianą w dużym pokoju,żeby złapać wpadające przez balkon promienie słońca, pokusiło mnie okrutnie żeby tam ją już zostawić... Tak więc waham się i sama nie wiem gdzie zamieszka na stałe :)

PATERKA...
Ciężka, masywna, pokaźnych rozmiarów, dostojna, grafitowa, metalowa (lub tym podobne). Dzięki brzegowi ozdobionemu na całym obwodzie prześlicznymi pąkami różanymi... zyskuje delikatną lekkość i czar... Jednak po namyśle, postanowiłam ją nieco rozświetlić, pozostawiając wyraźny pierwotny kolor przebijający spod delikatnej warstwy bieli z kością słoniową, naniesionej absolutnie suchym pędzlem...

Służy mi dzielnie do najróżniejszych celów... podczas Świąt nosiła Wielkanocny stroik, bukiet żonkili, jajka, ptaszki i kilka innych ozdóbek. Dziś stoi na niej kamienny podstawek ze świecami ale wiem że będzie grała wiele innych ról ozdabiając stół. Jest ozdobą samą w sobie i niewiele trzeba żeby ją upiększyć.
Pierwotna wersja była nieco ciemniejsza:


KORONA...
To jedna z tych zdecydowanie zbędnych rzeczy, które zobaczysz i wiesz, że musisz mieć :-)
Nie bardzo wiem co o niej napisać, tak więc zostawiam Was z fotkami:



I wersja oryginalna:


Jeśli dobrnęliście do tego momentu, należą się Wam brawa za wytrwałość :)

Buziaki wiosenne i kwieciste... :-*

1.04.2013

Pierwszy z trzech...

Doczekał się obróbki... Myślę, że źródłowo były to kwietniki, w moim zaciszu służyć będą zdecydowanie jako podstawy do lampionów lub pokaźnych świec... Nie ma nic milszego jak wieczorny blask świec w ładnym wydaniu :) Miejsce już mają zarezerwowane a jako, że są 3, stać będą obok siebie od najwyższego do najmniejszego tworząc kaskadową dekorację...
Był bardzo ciemno brązowy i do tego pokryty kilkoma warstwami lakieru, którego zdarcie kosztowało niemałego wysiłku... Jak dobrze, że z chwilową pomocą przybiegł Junior ze swoimi meeega mięśniami (to na wypadek gdyby to czytał ;p) i pomógł mi nieco ten lakier rozpracować. Napociliśmy się przy nim niemało. A w kolejce czekają kolejne dwie sztuki a ja czekam na wiosnę!!! żeby obedrzeć je z lakierowej skóry, na działce (sprzątanie mieszkania po szlifowaniu NIE jest fajne!).

Pierwszy z trzech wygląda dziś tak:




A tu oryginał:


Dzięki za wizytę, buziak!


Trojaczki... :)

Polowałam, polowałam aż w końcu udało się wylicytować...
Wprawdzie myślałam, że mniej będzie z nimi roboty, ale okazuje się, że zdjęcia nie oddawały rzeczywistości i jak to z trojaczkami - narobiłam się nieziemsko... Przyjechały niby w kolorze białym, ale była to pożółkła biel i do tego pomalowana w wyjątkowo paskudny sposób, grubymi nierównymi warstwami, tak więc wszystko należało zeszlifować (i to kosztowało mnie 5h intensywnej pracy, która zakończyła się zapaleniem mięśnia barkowego) i pomalować na nowo, całkiem suchym pędzlem... Taki jest efekt:

Najmniejszy w rodzinie :)



Średniaczek:




Starszak :)



I wszystkie trojaczki w komplecie:



Tu migawki ze stanu prac podczas szlifowania, wraz ze wszystkimi narzędziami zbrodni:


Było intensywnie, pracowicie, pyłowo, w pocie czoła... ale efekt bardzo mnie zadowala i jak się okazało... wywołuje ochy i achy odwiedzający moją rozjaśniającą się stopniowo, ciepłą przystań...
Uff, jeśli dobrnęliście do końca przez nadmierną ilość zdjęć, jestem z Was dumna :)

Buziaki!